Osnowy drzew wątek wiatru omiata, by cichcem upleść tkaninę wieczoru i zmierzchu zapach zatrzymać i babiego lata wpleść miękkość, i srebro i złoto. Ganek otulony płonących liści oddechem w azyl przyjął myśli rozproszone, te słowami się staną, a za pióro posłużą – ptasie pióra, zbyteczne, by latać. Bogumiła Kempińska-Mirosławska, wiersz WIECZORNE PISANIE z tomiku PRZEMIANY

O MNIE


Bogumiła Kempińska-MirosławskaMam na imię Bogusia. Z urodzenia jestem łodzianką, rocznik 1965, zodiakalnym bliźniakiem chadzającym własnymi ścieżkami, czasem po drogach, a czasem bezdrożach. Z zawodu jestem lekarzem, specjalistą chorób wewnętrznych, fascynatką historii medycyny, na tyle, by nawet o niej pisać, a także literatury podróżniczej, historycznej i przyrodniczej. Z pasji twórczej jestem pisarką, blogerką, publicystką i czasem też malarką. Z potrzeby bliskiego kontaktu z Naturą – leśnym wędrowcem-samotnikiem i fotografem przyrody. Ze słowem pisanym bardzo mi po drodze. 


Przygotowanie do pisania, czyli początki pasji

Pierwsze znaczki mające przypominać litery stawiałam na książce kucharskiej mojej Mamy. Miałam jakieś trzy latka i z racji choroby byłam na diecie bezglutenowej. Nie mogąc jeść mnóstwa rzeczy i jakbym chciała sobie to wynagrodzić, podziwiałam kolorowe fotografie różnych dań. Jednak na tym się nie kończyło.

Już wtedy zapragnęłam zostawić też jakiś ślad po sobie, i to nie jeden, a może wyrazić bunt? Gdy więc dorwałam cokolwiek do pisania, gryzmoliłam, ile się da, po kartkach tejże nieszczęsnej – dla niej, nie dla mnie – książki kucharskiej.

Sprawiało mi to ogromną frajdę – papier był kredowy i długopis sunął po nim z łatwością. To pewnie ta frajda ze stawiania pierwszych znaczków-liter sprawiła, że odtąd pisanie kojarzyłam tylko z przyjemnością. Jest też druga strona tego medalu – nie znoszę gotować i staram się robić to jak najrzadziej.

Od wypracowań do poezji 

W szkole odczułam przyjemność już nie tylko z pisania jako czynności technicznej, ale też jako aktu tworzenia. W klasie zawsze pisałam najdłuższe wypracowania, czym – niestety – bywało, że wprawiałam w złość moją nauczycielkę od polskiego. I do dziś nie wiem dlaczego.

Wcześnie też zaczęłam pisać wiersze, nie o miłości, bo to dopiero przyszło z pierwszym zakochaniem się, ale o cudach natury: drzewach, słońcu, rzece. Może dlatego, że każde wakacje spędzałam w Pszczółkach – na wsi u moich ukochanych Dziadków.

Do tej pory, choć Dziadkowie już dawno nie żyją, Pszczółki odwiedzam z wielkim sentymentem. Tam też, mając 12 lat, napisałam podczas wakacji swoje pierwsze opowiadanie, które mam do dziś. Pisałam je w cieniu leszczyny, o czym wspominam tu: Jak to się zaczęło, czyli opowiadanie w cieniu leszczyny. Wtedy też zaczęłam pisać pamiętniki. Oj, od tamtej pory sporo tych zeszytów się naskładało.

A potem były pierwsze młodzieńcze zakochania i – a jakże! – nic tak do wyrażania uczuć nie pasuje, jak wiersze. Też je mam, ale zapewniam Was, że większość z nich do publikacji się nie nadaje, podobnie jak osobiste wpisy w pamiętnikach.

Pisarka posucha, czyli zbieranie życiowych doświadczeń

Czas studiów lekarskich, a potem pracy i zdobywania specjalizacji, to było głównie skupienie na medycynie. To ona wtedy była najważniejsza, była bowiem spełnieniem moich dziecięcych marzeń. O tym, skąd te marzenia się wzięły, choć nie powinny, piszę tu: Refleksja nad powołaniem, czyli dlaczego wrony powinny leczyć dziewczynki. A może nie?

Tak więc pisanie w latach studiów i specjalizacji odeszło na plan dalszy. Owszem, gdzieś tam coś sobie notowałam, jakieś strofy i myśli, nadal pisałam pamiętnik, ale przede wszystkim zbierałam życiowe doświadczenia. Bo pisarz karmi się życiem, w doświadczeniu jest jego źródło inspiracji, gdyż – jak czasem mawiam – niewinny kwiat owocu nie wyda.

Pierwszy tomik

I tak nagromadziło się we mnie tyle różnych doświadczeń, że gdy przyszła uczuciowa zmiana w moim osobistym życiu, wybuchłam cała poezją. By ten “wybuch” ukierunkować, powstał pierwszy tomik wierszyŻycie niedokończone“, który ukazał się w 2003 roku w Wydawnictwie “Marpress”.

Był to tomik bardzo osobisty i z perspektywy czasu wiedzę, że bardzo niedoskonały, ale może właśnie przez to prawdziwy. Może nawet za bardzo. To dla mnie wciąż jest dylemat, na ile pisarz powinien pokazywać w pisaniu siebie.

Na fali słów

Od momentu wydania tomiku nastąpił najbardziej płodny czas pisarski. Pisałam wiersze, opowiadania, miniatury literackie, zajęłam się też pracą naukową i zaczęłam pisać artykuły naukowe. Zrobiłam doktorat z historii medycyny, którą bardzo pokochałam i która, będąc niewyczerpany źródłem sekretów, stała się tematem moich wielu tekstów.

Jakby i tego było mało, zaczęłam próbować swoich sil w dziennikarstwie i w literaturze popularnej i popularno-naukowej. Nie zapomniałam jednak o literaturze. W 2011 roku wydalam kolejny tomik wierszy pt. PRZEMIANY, a w 2018 roku ukazał się mój pierwszy zbór opowiadań pt. CHIMERA.

Od 2015 roku prowadzę też blogi, łącznie było ich już chyba z siedem, ale próbę czasu wytrzymał ten najbardziej ukochany, będący odzwierciedleniem połączenia pasji pisania, z pasją wędrowania i fotografowania przyrody – blog OPOWIEŚCI WĘDROWNE. Na nim znajdziesz nie tylko opowieści z wędrówek, ale też klimatyczne zdjęcia 

Ze słowem pisanym mi po drodze

Tak, i to bardzo. Można rzecz – próbowałam i próbuję słów na wszelkie sposoby, a przegląd tego, co napisałam do tej pory, znajdziesz w zakładce PUBLIKACJE. Oczywiście, mam też pisarskie plany. I bardzo bym chciała, aby się spełniły.


A teraz ZACZYTAJ SIĘ!, zajrzyj też na moje VERBARIUM, lub poczytaj coś więcej o moich KSIĄŻKACH. 


Moje książki