MIROSLAWSKA.PL Oficjalna strona autora

Dziwne choroby: morgellons. Parazytoza czy urojenie?

D

Pani A. od kilku lat narzekała na złe samopoczucie. Zmęczenie, migreny, bóle ciała były jej codziennością, do której już przywykła. Akceptowała nawet pojawiające się na skórze czarne, drobne punkciki przypominające wągry.

Gdy jednak pewnego ranka zauważyła w skórze małe, różnokolorowe drobne „sznureczki”, których pełno było także w pościeli, i poczuła intensywne swędzenie, wiedziała, że dzieje się z nią coś złego, czego nie potrafi zrozumieć.

Zrozumienia nie znalazła też u najbliższych. Gdy lekarz rozpoznał u niej chorobę psychiczną, jej życie legło w gruzach. I nie tylko jej.

W USA na początku XXI w. lawinowo zaczęła rosnąć liczba podobnych przypadków. Do lekarzy zgłaszali się zrozpaczeni pacjenci, skarżący się na męczące doznania czuciowe: „pełzanie”, „szczypanie” lub „drapanie” pod skórą, pojawianie się w niej „włóknopodobnego materiału” oraz złe samopoczucie i zaburzenia pamięci. Ponieważ badania nie wykazywały przyczyn somatycznych, lekarze rozpoznawali parazytozę urojeniową.

Z psychiatryzacją cielesnych dolegliwości nie chciała się pogodzić Marie M. Leitao, mieszkanka Kalifornii, która niepokojące objawy chorobowe zauważyła u swojego dwuletniego syna. Nie doczekawszy się rozpoznania, przejrzała dawną literaturę medyczną i natrafiła na artykuł, w którym opisano „dziwne” schorzenie o jeszcze dziwniejszej nazwie: morgellons.

A może to już było?

Jak się okazało, termin ten został po raz pierwszy użyty w XVII w. przez lekarza T. Browne’a na określenie choroby występującej endemicznie u małych dzieci w Langwedocji. Głównym objawem było pojawianie się włosów na plecach, czemu towarzyszył nasilony kaszel i konwulsje.

Inni opisywali napady płaczu, brak apetytu, wyniszczenie oraz niewyjaśnione zmiany w skórze. Dla jednych były to robaki, sugerujące pasożytniczą etiologię choroby. Dla innych, jak dla Browne’a, były to włosy lub szczecina.

W kolejnych wiekach pojawiło się jeszcze wiele różnych opisów, które nie przyniosły rozwiązania zagadki, a nazwa morgellons poszła w zapomnienie.

Nowa choroba?

Przypomniała ją M. Leitao, wykorzystując na określenie nowej, jak sądziła, nieznanej choroby przypominającą nieco tę sprzed wieków. Założona przez nią w 2002 r. fundacja zaczęła zbierać informacje o zachorowaniach, a choroba zaczęła być także nazywana morgellons, chorobą morgellonów lub morgellonką.

Pierwsze zgłoszenia pochodziły z Kalifornii, następne z Teksasu i Florydy, a potem z pozostałych stanów. Do 2006 r. zarejestrowano 2 tys. przypadków, w 2008 r. było ich już 12 tys. Niezwykłość objawów morgellons powodowała pojawienie się wielu teorii etiologicznych.

I tak m.in. wskazywano na czynniki infekcyjne, a wśród podejrzanych patogenów była wywołująca boreliozę Borellia burgdorferi.

Twierdzono też, że pojawiające się w skórze „twory” są podobne do struktur, jakie rozwijają się w długotrwałych kulturach komórkowych, zainfekowanych niektórymi wirusami. Sugerowano, że może to dawać objawy parazytozy „bez pasożytów”, czyli parazytozy urojeniowej, w której to różne odczucia wcale nie byłyby jednak urojeniem, ale rzeczywistością.

Pojawił się też wątek związku morgellons z uprawami GMO oraz chemtrails.

Wobec nacisku opinii publicznej rządowe CDC w Atlancie podjęło wkrótce decyzję o przeprowadzeniu badań naukowych, mających wyjaśnić zagadkę. Wykonano badania epidemiologiczne oraz laboratoryjne materiału pobranego od chorych, w tym analizę włókien, jakie ponoć występowały w skórze.

Czy jednak psychoza?

Opublikowane w 2012 r. wyniki wykazały jednak, że w ciałach pacjentów brak jest obcych organizmów, a tajemnicze włókna pochodzą z… ubrań. Niestety, wszystko wskazuje, że Pani A. cierpiała jednak na parazytozę urojeniową, a chorzy często nie chcą pogodzić się z takim rozpoznaniem.

Dla potwierdzenia obecności pasożytów przynoszą w pudełkach różne „twory”, jakoby wyjęte ze skóry, by lekarz mógł je zobaczyć na własne oczy i uwierzyć w ich istnienie. W psychiatrii objaw ten nazywany jest „matchbox sign”.

Szukając pomocy u dermatologów, chorzy oczekują potwierdzających ich przekonania badań oraz leczenia dermatologicznego. Zwykle też nie chcą podjąć leczenia psychiatrycznego, ponieważ odrzucają chorobę psychiczną, jako źródło swoich skórnych dolegliwości.

Świat urojeń bywa czasem tak bardzo rzeczywisty.

A może to nie tylko urojenie?


Szerzej o morgellons napisałam kiedyś w artykule pt. Morgellons – choroba ciała czy urojenia? “, opublikowanym w czasopiśmie Kultura i Historia. Choć jest to artykuł naukowy spokojnie możecie przeczytać. Moim zdaniem czyta się dobrze i jest tam kilka ciekawych wątków, których nie zawarłam w tym wpisie :-).


PROSZĘ, ZOSTAW ŚLAD W KSIĘDZE GOŚCI

Dziękuję 🙂

O autorze

Bogumiła Kempińska-Mirosławska

Z urodzenia łodzianka, zodiakalny bliźniak. Z zawodu lekarz. Z pasji twórczej: pisarka, blogerka, czasem malarka. Z potrzeby kontaktu z naturą: podróżniczka-wędrowiec, próbująca swoich sił także w fotografii. Słowo pisane i las są moim żywiołem.

MIROSLAWSKA.PL Oficjalna strona autora

Bogumiła Kempińska-Mirosławska

Z urodzenia łodzianka, zodiakalny bliźniak. Z zawodu lekarz. Z pasji twórczej: pisarka, blogerka, czasem malarka. Z potrzeby kontaktu z naturą: podróżniczka-wędrowiec, próbująca swoich sił także w fotografii. Słowo pisane i las są moim żywiołem.

Jestem tu

Obserwuj

KATEGORIE

NAJNOWSZE NA BLOGU

ETYKIETY

WAŻNE LINKI